Zdarza się, że gdy mam nadmiar czasu i niedobór chęci do roboty, siadam wieczorem przed teleodbiornikiem i „pykam” sobie po kanałach. Oprócz wiodących polskich telenowel, emitowanych masowo w tych godzinach, roi się od rozmaitych teleturniejów, turniejów i innych konkursów. Nie chodzi mi o to, że ludzie uwielbiają robić z siebie kretynów i idą do takich programów z często żałosnym stanem wiedzy – bo taka pani Krycha myśli, że jak przy obieraniu kartofli rozwiąże sobie ze dwie „jolki”, to wie wszystko. Nie chodzi mi o to, że wiele z tych programów jest po prostu przykrych. Sprowokowały mnie te teleturnieje, w których biorą udział dzieci. Albo coś, co jak dzieci wygląda.
Obrodziło ostatnimi czasy w tego typu audycje, typu „Eureko, ja to wiem”, „Czy jesteś mądrzejszy od piątoklasisty”, albo cośtam cośtam na jedynce, gdzie „dorośli” mierzą się z dzieciakami (Kammel prowadzi). W tym ostatnim chyba dają im fory, bo nie wierzę, że telewizji z misją udaje się znajdować coraz to nową grupkę debili (gdybym miał znajomych, to zgłosiłbym się do tego programu i po każdej dobrej odpowiedzi, szydził z dziecka stojącego naprzeciwko). Przechodząc powoli do sedna – nie tak dawno gazety rozpisywały się o uczestniku pierwszego z wymienionych, geniusza, historyka, chuj wie kogo jeszcze. Chłopak nazywa się Kosma Nykiel (btw: brawa dla rodziców za zajebiste imię) i zasłynął rozgromieniem innej dzieciarni na pełnej kurwie – bez chwili wytchnienia i zastanowienia, przez wszystkie odcinki jechał gównażerię równo. Ochy i achy celowane były w jego rozległą wiedzę historyczną, w szczególności o dynastii Jagiellonów. Starzy chłopaka (Kalistrat i Mirogniewa) opowiadali prasie kolorowej, jak to ich pociecha wręcz pochłania kolejne książki i jak uwielbia spędzać w ten sposób wolny czas. To ja się pytam – KURWA MAĆ! (wiem, że to nie było pytanie) Do wszystkich kosmitopodobnych i ich rodziców – co z wami, ludzie się dzieje? (to już jest pytanie)
Nikt nie dostanie drugiego dzieciństwa (bo ponowne walenie w pieluchy i jazda w wózku to nie powrót do dzieciństwa). Na naukę, książki, elaboraty, felietony i popisywanie się swą erudycją jeszcze będzie czas. Okres, który dzieciaki spędzają w podstawówce to wiadomo – okres dorastania, nawiązywania pierwszych przyjaźni, znajomości, poważniejszych więzi międzyludzkich. Pierwsze poważne zetknięcie z obowiązkiem szkolnym i wszelkimi jego konsekwencjami. Dla wielu młodych też pierwsze stresy, powodowane często przez nadmierną ambicję rodziców. Wyróżnia się dwa główne typy takich tatuśków. Pierwszy to rodzic – nieudacznik, który w życiu za wiele przez swoje opierdalanie nie osiągnął, ale chce, żeby dziecku żyło się lepiej. No i żeby pomogło na starość, dorzucając trochę grosza do marnej emerytury. Drugi typ, to rodzic – naukowiec, prawnik, lekarz, i temu podobne. W dupie ma zazwyczaj to, co jego pociecha chciałaby robić w przyszłości. On wie najlepiej, że dziecko musi pójść w ślady tatusia/mamusi. Zresztą w tym kraju być synem prawnika i prawnikiem nie zostać, to tak, jakby nasrać do złotego rogu. Podczas gdy ich rówieśnicy ganiają beztrosko za piłką, bawią się w podchody, i grają w kapsle (chcę myśleć, że tak właśnie jest, a nie, że oglądają telewizję i wpieprzają czipsy), Kosmki siedzą nad książkami. Starzy powiedzą – ale przecież my go nie zmuszamy, on czytać lubi.
Gówno prawda. Nie zmuszasz, a czy kiedykolwiek byłeś z nim pograć w piłkę za młodu, czy od razu katowałeś go abecadłem. Czy kiedykolwiek zawiozłeś go na wieś, żeby poznał zapach świeżego, krowiego placka, żeby siano powłaziło mu w dupę, żeby zobaczył, jak wyglądają jajka prosto od kury, czy jedyne wycieczki kierowałeś do muzeum, galerii i teatru. Czy wysłałeś go na kolonie, letnie, zimowe, żeby z innymi gnojkami podglądał dziewczyny przez dziurkę od klucza, sikał z balkonu i uciekał wychowawcom, czy jedyny obóz, na którym był, to ten szachowy?
Książkowa wiedza to nie wszystko. Pewne rzeczy trzeba przeżyć, żeby mieć z czego wyrastać. Nikt nie ma prawa do kradzieży dzieciństwa, bo tej kradzieży nie da się zadośćuczynić.
maj 31, 2009 o 2:02 pm |
Wiesz, Jasiu, chyba nasz styl przeżywania dzieciństwa już dawno odszedł w niepamięć :/ “Znerdzenie” dzieci jest dzisiaj bardzo powszechne.
czerwiec 1, 2009 o 12:42 pm |
Trzeba wszystko jakos wywazyc, mysmy skakali po placu budowy z plyt, z ktorych kiedys mial powstac wiezoweic czy przedszkole, lazilismy po lakach, siedzielismy po lasach i udawali 4 pancernych, ale znajdowalismy czas na ksiazki mniej lub bardziej naukowe, przyogodowe i w ogole na czytanie.
czerwiec 1, 2009 o 2:00 pm |
no jasna sprawa. jako taki szczyl uwielbiałem sawyera/finna w których się zaczytywałem. na wakacjach, leżąc pod gruszą do góry brzuchem i popijając oranżadę.
czerwiec 3, 2009 o 6:10 pm |
Szanowni Panowie Fontana i Infidel,
Jestem pełna zrozumienia dla Waszej troski o dzieciaki, które wg Was nie mają dzieciństwa, bo to niestety taka potoczna i powierzchowna ocena.
Nie potraficie zrozumieć dziecka z pasją, które samo sięga po ksiązkę nie beletrystyczną, ale o świecie bo jest ciekaw tego co go otacza. Taki jest własnie Kosma.
Nie potraficie pewnie tez zrozumieć dziecka (ja też byłam zdziwiona), które mając 5 lat otwiera samo encyklopedię i w pewnym momencie mówi cyt. “to jest tablica Mendelejewa, tego szukałem”, a potem cytuje całą tablicę z pamięci.( Ani ja ani mąż nigdy nie przepadaliśmy za chemią)
Są dzieci i ludzie, którzy wymykaja sie spod potocznej oceny. Zdobywanie wiedzy to poszerzanie horyzontów i przezywanie niezwykłej przygody intelektualnej przy zaspakajaniu wewnętrznych potrzeb. Taką podróżą była i jest dla niego historia którą zawsze przeżywał niezwykle swiadomie i dojrzale,czując jej ciągłość i umiejętnie łącząc wszystkie fakty na przestrzeni dziejów zarówno jesli chodzi o Polskę jak i Historię Powszechną.
Taka przygoda dla niektórych dzieci jest większa niz gra w chińczyka.
Jesli myślicie, ze kiedykolwiek zmuszaliśmy Kosmę do czytania książek to jesteście w ogromnym błedzie. Jedyne co mu umożliwiło czytanie to to, że miał do nich blisko.Przeczytał dużo bo robi to strasznie szybko, dosłownie przerzuca kartkami (kiedys na początku nawet sie denerwowałam, że się popisuje). Wygrywa też konkursy szybkiego czytania ze zrozumieniem.
Jeszcze raz z dużym naciskiem powtarzam, są rózne dzieci i kazde czerpie przyjemność z czegoś innego. Kiedy Kosma w trzeciej klasie na przerwach czytał “Ziemię Obiecaną” tez nie spotkał sie ze zrozumieniem nauczycielki, która zamiast go wspierać mówiła do nas “Czy Kosma nie mógłby czytać Kubusia Puchatka wtedy by miał wspólne tematy z rówiesnikami”
Jego droga zyciowa jest jego wyborem, który zaakceptowaliśmy nie ukrywam z wielką radoscią – Zawsze wspieramy Kosmę jeśli jest tylko taka potrzeba.
Dzieciństwo ma dużo ciekawsze niż dzieci, które siedzą i grają przed kompem, lub które non stop oglądaja tv. Oprócz ogromnej wiedzy Kosma nieżle jezdzi na rowerze i nartach, pływa itp. Wbrew pozorom prawie cały czas gdzies bywa. Dzięki temu co do tej pory zaprezentował(nie mówię o Eureko) poznał wielu znanych i bardzo ciekawych ludzi, a my z nim. Myślę, że jego osoba spowodowała, że mamy przyjemność również i panów poznać i podjąć ciekawą dyskusję na temat definicji udanego dzieciństwa.
Ktos kiedyś na jakimś z forów napisał do tych, którzy Kosmie podobnie jak Panowie współczuli “Jakie zmarnowane dzieciństwo On ma wymarzonego laptopa i pół bańki”- i uwazam, że cos w tym jest.
serdecznie pozdrawiam mama Kosmy.
czerwiec 3, 2009 o 8:14 pm |
Ty, ale serio?
czerwiec 4, 2009 o 4:32 pm |
Pani Mamo Kosmy.
Nie pisałem konkretnie o chłopaku, użyłem kazusu Kosmy do opisania szerszego zjawiska (jest już właściwie osobą publiczną, więc nie powinno to Pani dziwić), którego wielokrotnie byłem świadkiem. Nigdzie nie stwierdziłem, że był zmuszany do czytania czy nauki.
Nie ma wątpliwości, że zgłębianie wiedzy, czytanie książek jest o wiele ciekawsze niż gapienie się w telewizor/monitor, co też odnotowałem we wpisie. Ale chodzi o robienie tych wszystkich ‘głupich’ rzeczy, które będąc dzieckiem robić jeszcze można.
czerwiec 5, 2009 o 1:28 am |
Panie Jasiu Fontana,
Nie da się ukryć, że napisał Pan w moim odbiorze pod wpływem faktów z zycia Kosmy.
Co do zjawiska to chciałam zasygnalizować, że ocena zdolnych czy ponadprzeciętnych dzieciaków może osobom, które nigdy takowych osobiście nie znały, sprawiać ogromną trudność. To nie są kujony. Te dzieci przez 15 minut dziennie odrabiają lekcje, a potem zajmują się swoimi sprawami.Dlatego w trakcie roku szkolnego mogą np. pozwolić sobie na liczne wyjazdy naukowe.
Normalnie uczącym się dzieciakom na pewno nie mieści się to w głowie.
Co do robienia “głupich” rzeczy to niewyobraża Pan sobie ile ich mam na co dzień.
Bo są to zdolne dzieciaki z jakąś niezwykłą dojrzałością i przygotowaniem do zgłębiania poważnej wiedzy, ale z normalną dziecinną dojrzałością podobnie jak ich rówieśnicy jeśli chodzi o inne społeczne sprawy.
pozdrawiam mama Kosmy
czerwiec 5, 2009 o 10:26 am |
>>Nikt nie ma prawa do kradzieży dzieciństwa<<
Nikt, poza rodzicami
Poza tym – różnorodność jest piękna!
A na marginesie – zapraszam na jurcio.blogspot.com
Coś tam naszykowałem
czerwiec 5, 2009 o 12:47 pm |
Do dzieciaków-prodigy (nie mylić z zespołem) nic nie mam, skoro ich to wciąga to niech czytają i piszą i nic nam do tego. Mam jednak coś do programów TV gdzie takowi występują, ponieważ te programy miażdżą swoim idiotyzmem. Nie tylko te, ale tak na oko jakieś 90% innych (programy – nie mylić z filmami) to po prostu skondensowana głupota dla Pana Jana, który właśnie wrócił do domu po paleniu opon podczas porykiwania coś o solidarności.
listopad 19, 2009 o 6:01 pm |
Dobrze, niech czyta jeśli chce. Ale warto by mu pokazać coś oprócz książek i tablicy Mendelejewa. Bo tak to za dwa lata będzie mądrzejszy od Miodka i Skłodowskiej razem wziętych, ale jak skapuje, że przepierdolił dzieciństwo na czytanie, to potem już tylko kaftanik i do świrów. Bo nie będzie wiedział co ma ze sobą zrobić w życiu za 20 lat. Bo teoretycznie będzie umiał wszystko, ale nic z tym nie zrobi. A już (to do mamuśki) na pewno pokazywanie go ludziom w telewizji całkiem pomiesza mu w głowie. Żal mi chłopca po prostu.
listopad 19, 2009 o 9:44 pm |
Panie jonk, —— żal mi Pana (pani) – proszę sie nie martwić o tych, którzy lubią czytać bo większym zmartwieniem jest niechęć do ksiązek.
Poza tym wkurza mnie ta niesamowita pewność, że dziecko, które lubi ksiązki ma popierdolone dzieciństwo.
Może tylko w tym względzie, że dociera tam gdzie jego rówieśnicy nigdy. Co do reszty to Pana myslenie jest na poziomie tych co wspólczują tym wszystkim, którym sie lepiej od Pana wiedzie – i jest to dla mnie rodzaj terapii czy też forma leczenia własnych kompleksów poprzez ujadanie i agresję.
przepraszam za język, ale nie lubię zakłamania, krytykanctwa i fałszywej litości.
Reszta nie jest godna komentarza.