Napotkałem dzisiaj grupkę wesołych ludków w workach. Koleżanka stwierdziła, że to grupka przygotowująca się do juwenaliowego pochodu. Ja stwierdziłem, że to harcerze i są ubrani normalnie (jak na nich). Okazało się, że to anarchiści i protestują przeciwko kampanii władz miasta Poznania mającej na celu oczyszczenie ulic z żebraków. Otrzymałem od nich TAKĄ OTO ULOTKĘ:
Kochani Anarchiści,
Piszecie, że władze Poznania wepchnęły do jednego worka z napisem “cuchnący żebracy z wyboru” romską dziewczynkę, punka grającego na ulicy i schorowanego człowieka”. Otóż według mnie to wy nie rozróżniacie żebraków z przymusu (A) i żebraków z wyboru (B). Z tej kawalkady przypadków, którą ujęliście w ulotce jedyną grupą żebraków A są ludzie starzy i schorowani – to faktycznie jest ważny problem, ale na tym koniec. Punkowie grający na ulicy i zaczepiający ludzi na starym rynku robią to głównie z lenistwa i dlatego, że chcą sie tanio najebać. Taki ich sposób na życie. A o romskich dziewczynkach już pisałem – są w stanie przez miesiąc wyżebrać dla siebie i swoich opiekunów więcej, niż może zarobić przeciętny człowiek po dwóch fakultetach.
Sprzeciwiacie się oczyszczeniu kamienic socjalnych na Starym Mieście i przeniesieniu tych ludzi do nowych osiedli (które nazywacie kontenerowymi albo po prostu gettami). A ja jestem całkowicie za. W nowych osiedlach ci ludzie będą mieli o wiele lepsze warunki bytowe, a ulice przy starym rynku może w końcu przestaną straszyć przyjezdnych. Chyba, że przechadzając się latem z dziewczyną lubicie mijać zaszczane bramy i stojących w nich dresów. I przytoczony przez Was przykład pożaru hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim… Sorry, pasuje tu jak stringi w rozmiarze XS na Agatę Wróbel.
Znaczną część ludzi zalegających na chodnikach wystarczy dobrze pokierować, aby wzięli się w garść i przy okazji odzyskali godność. Rok temu z ludźmi ze studiów spotkałem żula Jacka, który chwalił się nam, że ma imieniny i jęczał o złotówkę. Kupiliśmy mu setę i puszkę śledzi z okazji imienin i posiedzieliśmy z nim w bramie. Pogadałem z nim trochę i starałem się mu uzmysłowić, że jeszcze nie jest przegrany. Dałem mu 30 zł i postawiłem warunek, że ma je wydać tylko na jedzenie i chociażby próbę znalezienia sobie pracy, a jak spotkam go nawalonego to dostanie po mordzie. Później, co jakiś czas widywałem go na mieście i wydawał się być w coraz lepszej formie. Po pół roku zaczepił mnie jakiś koleś w niewybrednych słowach chwaląc walory estetyczne dziewczyny z którą szedłem. Rzuciłem mu wrogie spojrzenie, a ten z bananem na twarzy mówi, że znalazł pracę i powoli wychodzi na prostą, ale na razie wynajmuje tylko kawałek piwnicy. I był to Jacek.
Zatem, drodzy Anarchiści, takimi akcjami wyrządzacie de facto wielką szkodę żebrakom A (bo żebraków B to pal licho). Zamiast ubierać się w worki, rozdawać ulotki i tym samym utwierdzać żebraków w przekonaniu, że to co robią jest słuszne i że nie ma dla nich szansy wyplątania się z biedy, lepiej pogadajcie z nimi i postarajcie się znaleźć jakiś sposób by zmotywować ich do wzięcia losu w swoje ręce.
maj 28, 2009 o 7:02 pm |
znów bardzo dobrze napisane.
ci anarchiści cały czas pierdolą bzdury jakby nie mieli zielonego pojęcia o otaczającej ich rzeczywistości, a przykład z Kamieniem Pomorskim o mało nie zrzucił mnie z krzesła xD
maj 29, 2009 o 12:07 pm |
drogi autorze, zamiast wciskać przyciasną garderobę na panią Agatę proponował bym bardziej całościowo spojrzeć na naszą (jeste anarchistą, chociaż nie z poznania) działalność; skłoty, food not bombs i szerek innych akcji uczących na codzień jak poradzić sobie bez pieniędzy i wspierających potrzebujących.
sądziesz że wywiezienie biednych na obrzeża miasta coś poprawi, nie jesteś sam. podobna koncepcja popularna była cirke 50 lat temu na zachodzie, efektem były getta na obrzeżach wielkich miast które do teraz gigantycznymi kosztami próbuje się zrewitalizować i pomóc osobą które do nich zepchnięto. blokowiska z wielkiej płyty może i były postępem jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe, ale tylko tyle – zepchnęły przesiedlonych ludzi w patologiczne środowisko.
bądźmy szczerzy – jedyne prawdziwe zainteresowanie władz miasta to kamienice na których można ugrać dużą kasę – a jeśli trzeba biedaków przesiedlić gdzieś na obrzeża gdzie według wszelkiej dostępnej wiedzy socjologicznej stoczą się jeszcze bardziej, niech i tak będzie, wymyśli się chwytliwe hasło i ludzie to łykną.
smacznego.
maj 29, 2009 o 12:18 pm |
blah, przepraszam za ’szerek’ byków, pisane na szybko w trakcie śniadania.
czerwiec 5, 2009 o 1:50 pm |
Smacznego =p.
Ciężka jest to sprawa, bo jednak większość bezdomnych to właśnie ludzie typu B. Pominę tych, których dopadła depresja i alkohol – im też można a nawet trzeba pomóc, ale tych, którym się po prostu nie chce to już mam po dziurki w nosie. Niech choćby taki punk grał jakąś fajną muzę to mu dorzucę parę drobniaków, ale jak ktoś mnie zaczepia i pyta o złotóweczkę na winko to dostaję białej gorączki. Szczególnie, że jak miałem 1.50 wzrostu to mnie raz zajebali o taką kasę, ale teraz jak mam 1.88 to już jakoby grzeczniej się zrobiło na dzielni.
No a sprawa ludzi typu A. Tu jest ciężko, bo w sumie to ludzie zmuszeni są do pracy aby zarobić na te paręnaście metrów kwadratowych + ściany, podłoga i dach nad głową. A człowiek bezdomny, bez adresu… no nie istnieje. Nie ma do kogo się odezwać, gdzie się umyć, na czym ułożyć CV. Na szczęście zmienia się to, ale do tej pory było to po prostu straszne – człowiek taki praktycznie nie istniał.
czerwiec 6, 2009 o 2:09 pm |
po pierwsze bezdomność jest bardzo złożoną kwestią (wystarczy spojrzeć na wikipedie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bezdomno%C5%9B%C4%87 chociaż to raczej po łebkach) i nie bardzo da się ją omawiać w zakresie podziałów ABC, zresztą nie czuje się kompetentny żeby tą kwestię merytorycznie przedyskutować, poza tym co już powiedziałem.
czego można nie wiedzieć albo nie zwracać uwagi to że sporo osób, w tym parę mi znanych, zawsze powie ci że zbiera na winko, choćby zbierali na jedzenie dla dziecka bo ze względu na wygląd czy inne kwestie ludzie i tak po prostu im nie uwierzą.