Oczy świata są dzisiaj skupione na USA, gdzie odbywają się najważniesze prawybory prezydenckie zwane “superwtorkiem”. Wyborcy z dwudziestu czterech stanów praktycznie zdecydują kto dostanie nominacje republikanów, a kto demokratów. Przyznam, że z niecierpliwością czekam na wyniki superwtorkowego głosowania, ponieważ ten wyścig o fotel prezydenta wyróżnia się bardzo ciekawymi osobistościami ubiegającymi się o tytuł najbardziej wpływowego człowieka na świecie. Sytuacja jest już w miarę klarowna; w tym wyścigu wyścigu liczą się już tylko Barack Obama i Hilary Clinton po stronie demokratów, oraz republikanie John McCain i Mitt Romney. Innymi słowy Murzyn, kobieta, starzec i mormon…
Przyjrzyjmy się im bliżej:
Demokraci:
Barack Obama:
Najmłodszy z całej czwórki. Jego ojciec (wywodzący się z kenijskiego plemienia Luo) i matka (z Kansas) poznali się na hawajskim uniwersytecie w Manoa. Synteza romantycznego klimatu, palm i plaży doprowadziła do powstania zygoty, która dziewięć miesięcy później (1961) w Honolulu była już małym chłopczykiem o imieniu Barack junior. Związek rodziców nie potrwał długo. Wkrótce później jego matka ponownie wyszła za mąż, tym razem za Indonezyjczyka, i wraz z Barackiem zamieszkali w Dżakarcie, stolicy Indonezji. Po pewnym czasie nasz mały obieżyświat wrócił do Honolulu, gdzie mieszkał z dziadkami. Obama w swojej książce przyznał, że całe życie walczył ze swoim dwurasowym pochodzeniem. Żeby wypchnąć z umysłu pytania o to kim właściwie jest, nastoletni Barack uciekł w świat alkoholu, narkotyków i bezwstydnej rozpusty (marijuana and cocaine, maybe a little blow).
Cóż… bujna młodość obieżyświata Baracka nie przeraziła demokratycznego elektoratu. Być może nawet jego odważne wyznania skontrastowane z groteskowym “I didn’t inhale” Billa Clintona* podziałały korzystnie na poparcie Obamy. (Chociaż mimo wszystko to mało prawdopodobne.)
Jak nietrudno się domyślić, największe poparcie Obama ma wśród czarnych i młodych amerykanów. Być może dlatego, że jest czarny i stosunkowo młody.
Hillary Clinton
Rocznik 1947. Była pierwsza dama. Nie wiadomo, czy raczej to ona chce być pierwszą kobietą na fotelu prezydenta USA, czy może raczej to Bill Clinton chce być pierwszym mężczyzną w roli pierwszej damy, czyli “pierwszym gentlemanem”… Dla wielu Amerykanów jest symbolem waszyngtońskiego establishmentu. Przede wszystkim jednak jest kobietą. I to właśnie żeński elektorat miał być jej główną siłą. Niestety okazało się, że (jak to trafnie ocenili amerykańscy analitycy) młode amerykanki wychowane w pełnym równouprawnieniu nie pałają żądzą głosowania na Hillary tylko dlatego, że posiada takie a nie inne hormony. Żądają od niej konkretnych rozwiązań, dlatego samą swoją kobiecością z Obamą nie wygra.
Trudno przy okazji opisywania Hillary nie wspomnieć o słynnej aferze rozporkowej, kiedy to Bill przyprawił jej rogi widoczne z księżyca. Ciekawą opcją byłaby ewentualna zemsta na Billu. Chociaż z drugiej strony ciężko mi jest wyobrazić sobie 61-letnią Hillary uwodzącą stażystę z Białego Domu.
Republikanie:
John McCain

John McCain (1936) to prawdziwy amerykański twardziel, weteran wojny w Wietnamie, John Rambo wśród polityków. W 1967 jego samolot został zestrzelony nad Wietnamem. Złamał sobie wówczas obie ręce i nogę oraz został pojmany przez “żółtków” i przetrzymywany w miejscowym więzieniu, gdzie poddawany był ciężkim przesłuchaniom, podczas których ponoć nic nie zdradził. W 1967 trafił do obozu jenieckiego, gdzie między innymi miał spędzić dwa lata w izolatce. Później poddawany był ciężkim torturom, zachorował na dyzenterię (auć!), następnie trafił do kolejnego więzienia (w Hoa Loa), aż w końcu w wyniku porozumień pokojowych z 1973 roku został zwolniony i mógł wrócić do USA. Uf… No, trzeba przyznać, że przeżył nie mało podczas swoich siedemdziesięciu dwóch lat życia. I właśnie jego wiek jest przez analityków uznawany za jego największą wadę. Sondaż przeprowadzony przez Instytut Gallupa wykazał, że dla 42% Amerykanów McCain jest po prostu za stary, aby zasiąść na fotelu prezydenta.
W roku pańskim 2000 John był murowanym faworytem do uzyskania republikańskiej nominacji. Wygrywał kolejne prawybory, jednak przed metą wyprzedził go George W. Bush.
Osobiście żywię do McCaina nieskrywaną sympatię, ponieważ kojarzy mi się z pamiętnym Hannibalem z A-Team. Gdyby tak jeszcze wziął w zęby cygaro i burknął “goddamn sonnawabitch”…
Mitt Romney

Mormon z dziada, pradziada, rówieśnik Hillary. W przeciwieństwie do, na przykład, Baracka Obamy musi stronić od wszelakich używek, ponieważ tak nakazuje jego religia. Nie może zatem pić kawy, herbaty, alkoholu, palić tytoniu etc. W sumie to chyba najmniej barwna postać z całej pozostałej w wyścigu czwórki. Nie będzie można spodziewać się po nim żadnych poważniejszych skandali aniżeli “Prezydent USA pił kawę, członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich oburzeni”.
Romney może liczyć na głosy bardzo zdyscyplinowanego, aczkolwiek niezbyt licznego elektoratu mormonów oraz na głosy najbardziej konserwatywnej części społeczeństwa amerykańskiego.
Niestety, w zestawieniu zabrakło Rudiego Giulianiego. Jednakże i bez niego te wybory zapowiadają się bezprecedensowo.
Deserek: “kwiatki” George’a W. Busha
______
* szkoda, że po aferze rozporkowej Clinton nie tłumaczył się argumentami w stylu: “she didn’t swallow”
luty 5, 2008 o 9:08 pm |
a gdzie Ron Paul ?
luty 5, 2008 o 9:18 pm |
Ron Paul już nie ma realnych szans