Dzisiaj trochę bardziej poważnie niż zazwyczaj. Po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku lat znajdujemy się w stanie żałoby narodowej, tym razem z powodu katastrofy lotniczej pod Mirosławcem, w której zginęło 20 żołnierzy. Chciałem uprzedzić, że w żadnym wypadku nie mam zamiaru umniejszać tragiczności tego zdarzenia, które jest niewątpliwie potężnym ciosem dla przyjaciół i rodzin zmarłych oraz dla Polskich Sił Lotniczych. No właśnie… czy tylko dla nich? Wprowadzenie dziesiątej w ostatnich jedenastu latach żałoby wywołało w kraju burzliwą dyskusję odnośnie tego, czy jest sens wprowadzania jej również w tej sytuacji.
Na pierwszy rzut oka siły argumentów “za” i “przeciw” są mniej więcej porównywalne. Dlatego każda osoba myśląca powinna rozważyć kilka punktów widzenia, zamiast podchodzić do tej kwestii emocjonalnie przyjmując skrajne stanowiska. Tym samym z jednej strony mamy postawę “zginęli nasi rodacy, wszyscy powinniśmy się umartwić”, a z drugiej “nie znałem ich, dlaczego mam udawać, że jestem w żałobie?”.
Pod Mirosławcem zginęło 19 oficerów i jeden podoficer. To bez dwóch zdań niepowetowana strata dla ich bliskich. Jednakże, czy jest to powodem, aby nakładać żałobę na pozostałe 38 milionów Polaków? Z założenia, żałobę narodową powinno wprowadzać się w okolicznościach śmierci wybitnej osobistości lub też wielkiej tragedii. Może być ogłaszana zarówno w przypadku tragedii dotykającej mieszkańców danego państwa, jak i w hołdzie ofiarom tragicznych zdarzeń w innym państwie. I w tym momencie wkraczamy na cienki lód zwodniczej semantyki. Czym właściwie jest tragedia? Czy można przyrównywać poszczególne tragiczne wydarzenia stawiając obok siebie liczby ofiar i dokonywać chłodnej kalkulacji? Czy można ustalić granicę liczby ofiar, która będzie rozdzielała tragedię od nie-tragedii?
Nie można. Każda tragedia jest wyjątkowa, pytanie tylko czy prezydent postąpił słusznie wprowadzając żałobę w tym konkretnym przypadku. Wydaje się, postąpił trochę nadto impulsywnie. Najprawdopodobniej Kaczyński bał się, że jeżeli nie wprowadzi żałoby zostanie uznany przez opinię publiczną za bezdusznego cynika, który nie przejmuje się losem rodaków. Jednak wprowadzając stan żałoby narodowej, prezydent postawił miliony Polaków w kłopotliwej sytuacji, nakazując im odbywanie sui generis quasiżałoby oraz umartwianie się nad osobami, o których pierwszy raz usłyszeli w chwili ich nagłej śmierci. Na ogół wychodzi na to, że ludzie w duchu wściekają się, że odwołano jakąś zaplanowaną wcześniej imprezę czy koncert…
Pozwolę sobie stwierdzić, że nie jest to odruch nieludzki ani przejaw znieczulicy. Po prostu żałoba potrzebna jest w momencie, gdy umiera osoba z którą czuło się więź emocjonalną, albo gdy ogrom tragedii przytłacza kraj/świat lub wręcz gdy wykracza poza granice ludzkiej wyobraźni. Dlatego żałoba była potrzebna w 1997, kiedy powódź zabiła 55 osób a setkom tysięcy zabrała dorobek życia. Była potrzebna pamiętnego 11-go września, kiedy świat tak naprawdę po raz pierwszy poznał gorzki smak wojny z terroryzmem. Zrozumiałe było też jej wprowadzenie po zamachach w Madrycie i Londynie, kiedy Europa zamierała ze strachu lub po śmierci Jana Pawła II, z którym mnóstwo Polaków czuło się związanych. Kiedy tsunami zabrało życie 0,3 miliona osobom świat również potrzebował chwili na refleksję. Jednakże pozostałe przypadki wprowadzenia żałoby w Polsce zdają się być dosyć kontrowersyjne, a rozmiar tragedii po których wprowadzana jest żałoba zaczyna przybierać pewną tendencję spadkową. A to prowadzi do pewnego niebezpiecznego zjawiska, jakim jest zmniejszenie wagi instytucji żałoby narodowej, która jeszcze do niedawna była czymś naprawdę wyjątkowym.
Dzisiejszy bonus: wykres żałób narodowych, który mówi sam za siebie…
styczeń 26, 2008 o 9:21 am |
No niestety, zamierzonego celu to raczej nie osiąga. Nie ma sensu zmuszać się do odczuwania empatii, bo jest to sztuczne a najbliższym ofiar i tak nie pomoże. Nie ma sensu zakładać durnych komentarzy z [*], ['], ani wpisywać miast, które łączą się w bólu.
Stańcie do apelu.
styczeń 26, 2008 o 12:26 pm |
Naprawdę ciekawy blog, piszecie na luzie i z dowcipem. Przejrzałem kilka wpisów/artykułów i na pewno będę zaglądął częściej.
Pozdrawiam i owocnej dalszej zabawy!
styczeń 26, 2008 o 12:27 pm |
W powyższym wpisie luzu i dowcipu było akurat jak na lekarstwo, niemniej dzięki
styczeń 26, 2008 o 2:22 pm |
Myślę,że mnogość wpisów tego typu na necie dowodzi tego,że znieczulica stała się faktem. I wcale nie twierdzę,że ze mną jest inaczej….
styczeń 26, 2008 o 2:26 pm |
Prawda, prawda. Internet i prasa wręcz ugięły się pod ciężarem krytycznych opinii na ten temat. Ogólnie zgadzam się w 100% z opinią, że w tym przypadku żałoba narodowa to wchodzenie z politycznymi butami w życie rodzin ofiar.
styczeń 26, 2008 o 4:36 pm |
Mnie sie to wcale nie wydaje znieczulica. Dlaczego od razu znieczulica, ja tez wspolczuje rodzinom iprzayjaciolom tych osob, ale gdyby mi ktos chcial odwolac wazna impreze to bym sie zbulwersowala. Ponoc gdzieniegdzie odwoluja studniowki…
styczeń 26, 2008 o 8:04 pm |
pewnie ze nie potrzebna. kazdy sam sobie inwidualnie powinien ustalac zaloby narodowe. zapraszam na mojego bloga, tam tez jest wpis na ten temat.
luty 2, 2008 o 12:45 pm |
Żałoba narodowa to wydarzenie, które winno być w ruchu jedynie w sytuacjach naprawdę wyjątkowych. 4 ostatnie lata – 8 razy żałoba, poprzednie 69 lat… 8 raz żałoba, wtf?
kwiecień 14, 2009 o 10:07 pm |
Ater dies…
W weekend pojechałem do rodziców, którzy mają telewizor. Gdy go włączyłem, to wciąż ten czy inny gość w fioletowym półberecie opowiadał brednie o tym, że jakiś koleś zmartwychwstał i w dodatku, że jest to prawda. Powiedzcie mi, co Ci……