Mroczek zapada, czyli o gangrenie popkultury. Część pierwsza.

Drodzy czytelnicy. Jest niedziela wieczór, właśnie obejrzałem Milionerów… Miałem napisać o poziomie programu, głupich pytaniach, głupszych odpowiedziach, jednak stwierdziłem, że to wymagałoby za dużo wysiłku. Postanowiłem więc pojechać po braciach Mroczek.
Przyznaję, że jestem średnio inteligentny i chcąc nie chcąc narażony na działanie kultury masowej. Dlatego też wiem, kim są bracia Mroczek. Niestety, za cholerę nie wiem który jest który. Bliźniaki są charakterystyczne i rozpoznawalne – conajmniej jak Jarosław i Lech Kaczyńscy. Jednak o ile polityczny tandem różnił się sposobem bycia, charakterem i przekornością, tutaj mamy do czynienia z atakiem klonów. Kto wygrał Taniec z gwiazdami? Wiesz, że Mroczek. Kto wygrał cośtam na lodzie? Wiesz, że Mroczek. Ale czy to ten sam, czy inny – kogo to obchodzi?

Można by długo traktować o naszych idolach, przytaczając słowa Andrzeja Grabowskiego, czy Jana Nowickiego. Można by wyśmiewać ich zapatrzenie w siebie i permanentnie przecenianie własnej osoby (pozdrawiam Piotra Rubika). Tylko że to wymagałoby grzebania w internecie, wertowania serwisów pokroju Pudelka, co mogłoby niekorzystnie odbić się na moim i tak skrzywionym umyśle. Znalazłem jednak wyborne źródło, które po odpowiednim przetworzeniu znakomicie odda to, co bracia sobą reprezentują – ich własną stronę www.mroczek.pl.

Co nas wita po wklepaniu adresu? Zobaczcie sami, bo ciężko to opisać słowami (właściwie łatwo, ale sformułowanie to gości na stronie Braci tak często, że aż mi się udzieliło). Gdyby Al Pacino i Marlon Brando przed kręceniem pierwszej części “Ojca Chrzestnego” zobaczyli tę fotkę, z miejsca zapisaliby się na konsultacje. Testosteron aż kipi, zostawiając ślady na makijażu chłopaków.
W bocznym menu mieszczą się 2 miejsca na reklamę dla wybrańców. Póki co nie ma żadnej, ale chodzą słuchy, że Londyński dom aukcyjny Christie’s dopiero przygotowuje licytację.
Przeglądając nagłówki działów mroczkowego portalu szczególnie zaciekawił mnie jeden odnośnik – “Kino“. Pomyślałem sobie, że podobnie jak na wszystkich innych podstronach dostanę po prostu porcję zdjęć z rodzinnych wypraw do kina.

“Postanowiliśmy, że dział filmowy będzie stworzony w postaci linków do stron gdzie możecie znaleźć materiały z programów, w których braliśmy udział. Podzieliliśmy go narazie na dwie kategorie: Marcinos i Rafcio.”.

Moim zdaniem Marcinos i Rafcio to dobre imiona dla żółwi błotnych. Poznajemy też całkiem nowe znaczenie słów “kino” i “film”. Zagłębiając się bowiem w ten dział dotrzemy do linków do “Tańca z gwiazdami”, “Tańca z Zirkami”, “Gwiazd tańczących na lodzie”… Nie chcę zagłębiać się w semantyczne detale, jednakże, jakby to rzekł znajomy Podkręconego: “Jeżeli to jest kino, to ja jestem Jeżozwierz Marcyś”.

Bardzo ciekawych rzeczy można dopatrzeć się w dziale “O nas”:

“Był 18 lipca 1982 roku, wschodziło przepiękne słońce i natura budziła się do życia by stawić czoła letnim upałom. Od dawna nie padało i susza dawała się we znaki tak jak trwający już od roku stan wojenny.”

13 grudnia 1981 od 18 lipca 1982 dzieli rok? No chyba, że na planecie Mroczków rok ma 217 dni.

“Zaczęło brakować nam miejsca w ciepłym brzuchu mamy i ciągnęło nas na świat, chociaż sam nie wiem dlaczego. “

To są właśnie rozważania Mroczków na temat genezy ludzkiego bytu. Rzeczywiście, takiego ujęcia nie powstydziliby się najwybitniejsi poeci. Drodzy bracia Mroczek! Nie martwcie się! My też nie możemy pojąć, czemu przyszliście na świat. Mamy pewną hipotezę związaną z działalnością loży masońskiej i interpretacją przepowiedni Nostradamusa, ale zachowamy ją dla siebie. Zaraz potem czytamy:

“Bynajmniej nie po to by stać w kolejce po boczek, którego w każdej chwili mogło zabraknąć.”

Rzeczywiście, komunizm miał to do siebie, że czasem brakowało boczku. Cytując Adasia Miauczyńskiego: “Dżizas, kurwa, ja pierdolę!”, no po prostu nie wierzę… Odnoszę wrażenie, że w tym zdaniu chodziło jedynie o użycie słowa “bynajmniej”.

“Bliźniaki, ma Pan bliźniaki – tak usłyszał tata przez okienne kraty od pielęgniarki.”

A co miał, do cholery, usłyszeć? Hymn Etiopii? I poza tym, jakie okienne kraty? W szpitalach raczej nie ma zbyt dużo okratowanych okien, a ojcowie nie czekają na informację o wyczynach rodzącej żony patrząc na porodówkę z dworu. No chyba, że poród odbywa się w więzieniu. Albo w zoo.

“Rafał i Marcin bliźniacy, którzy nie dość, że mają jednego dnia urodziny, to z tego całego zamieszania nawet imieniny wypadają im tego samego dnia, 24 października.”

A to dopiero zbieg okoliczności! Bliźniacy mający tego samego dnia urodziny! Ponadto, nie widzę związku przyczynowo-skutkowego zawartego we fragmencie “z tego całego zamieszania nawet imieniny wypadają im tego samego dnia”. Ośmielę się stwierdzić, że to był celowy zabieg i jest to mniej więcej tak nadzwyczajne, jak fakt, że w nocy jest ciemno…

Na koniec przytoczyć chcę wzruszającą historię o trudnych początkach kariery.

No trudno, scenka do odegrania fajna, więc można pojechać. Pokłócimy się przed kamerą, poszarpiemy, żadna nowość po 18 latach praktyki. Chyba się w końcu na coś to przydało, bo za kilka dni byliśmy już aktorami najpopularniejszego serialu telewizyjnego wszechczasów “M JAK MIŁOŚĆ”.

“Byliśmy już aktorami” – to dość odważne i nieskromne stwierdzenie. Niestety, odmienne zdanie mam ja, odmienne zdanie ma Podkręcony (któremu przy lekturze, ze śmiechu prawie pękł pęcherz), odmienne zdanie mają prawdziwi polscy aktorzy, odmienne zdanie mają nawet Wikipedyści (znajdźcie mi tu Mroczków!). Amen.

Jutro część druga badania najjaskrawszych komórek rakowych polskiej popkultury. Czatom z Mroczkami przypatrzy się Podkręcony.

Odpowiedzi: 12 do “Mroczek zapada, czyli o gangrenie popkultury. Część pierwsza.”

  1. szuman mówi:

    W Polsce, by coś osiągnąć, wystarczy być bliźniakiem. Po prostu: medialne blźniaki Made in Poland :)

  2. clorox mówi:

    “W szpitalach raczej nie ma zbyt dużo okratowanych okien, a ojcowie nie czekają na informację o wyczynach rodzącej żony patrząc na porodówkę z dworu.”

    Tak się składa, że w tamtych czasach właśnie tak było. O wejściu na oddział położniczy ojciec mógł nawet nie marzyć, a jak się ładnie do pielęgniarki uśmiechnął, to mógł liczyć, że powie pod którym oknem ma stanąć, żeby żonę z dzieckiem zobaczyć.

  3. rolek mówi:

    Dobry tekst, cóż, dla niektórych samo pokazanie facjaty w telewizji, równa się z możliwością określania się jako “aktor”, smutne, ale tak już widocznie być musi…

  4. Moon mówi:

    Nie wiem, co ludzie w nich widzą :(

  5. obi mówi:

    “No chyba, że poród odbywa się w więzieniu. Albo w zoo.” heeheh, a ta ich strona to faktycznie arcydzieło.

  6. Magda mówi:

    Wikipedia bez braci Mroczków? Niestety nie! Oni tam są. Nic dodać, nic ująć.

  7. Podkręcony mówi:

    Magda: chodziło o kategorię “Polscy aktorzy” ;)

  8. Magda mówi:

    Przy nazwisku Marcin Mroczek napisane jest “polski aktor telewizyjny”. To i tak jest za dużo powiedziane. Moim zdaniem powinni napisać: Marcin Mroczek – student Wydziału Inżynierii Lądowej Politeczniki Warszawskiej występujący w serialu… To byłoby prawdziwe stwierdzenie. Aktor telewizyjny? To nadużycie (-:

  9. Magda mówi:

    oczywiście “Politechniki” miało być. Pozdrawiam.

  10. Podkręcony mówi:

    Wikipedia ma to do siebie, że każdy może tam dopisać taką bzdurę jaką chce :)

  11. Podkręcony mówi:

    Przyznam się, że raz na 4 minuty dopisałem do hasła “Westie” “Uznany za najbardziej gejowskiego psa roku 2006 wg The Times” celem odstraszenia Podciętego od zakupu psa tej rasy.

  12. Telewizja » Blog Archive » Mroczek zapada, czyli o gangrenie popkultury. Część pierwsza. mówi:

    [...] Original post by podciety [...]

Dodaj komentarz