Tainted love, czyli alkohol i życie publiczne. Zestawienie, kolejka I.

Przyznacie sami, że alkohol zawsze wprowadzał sporo zamieszania we wszystkich sferach życia publicznego. W ciągu ostatniego roku nagłówki prasowe obfitowały w doniesienia o zbyt dużym stężeniu alkoholu we krwi zarówno u polityków, jak i u gwiazdek showbiznesu, lekarzy czy nastolatków. W niektórych przypadkach taki rozgłos pozwalał się wylansować, w innych potrafił zepchnąć koneserów różnorakich trunków z zajmowanego przez nich piedestału.

Pomyślałem więc, że warto byłoby wspólnie zrobić sui generis zestawienie wybryków związanych z procentami, które zawojowały media w ostatnim czasie. Zapraszam do współpracy, a na razie zacznijmy od pięciu, które akurat mi się nasunęły:

Miejsce 5. Doduś i jej niedoszły występ dla żołnierzy.

To akurat nikogo nie zdziwiło, czołowa polska gwiazdka, królowa bulwarówek i serwisów plotkarskich regularnie musi “szokować”. A to sobie publicznie rzuci”kurwą”, a to powie ile wydaje na paznokcie, a to zerwie z Majdanem, a to wyśle do internetu film na którym uprawia z nim seks w wannie. Coś zawsze musi się w okół niej dziać. Ostatnimi czasy właścicielce jednych z lepiej rozpoznawalnych cyców w Polsce brakowało najwyraźniej weny. Postanowiła zatem wykreować się na alkoholiczkę i odmówiła występu dla polskich żołnierzy stacjonujących w Iraku, ponieważ MON nie było w stanie zapewnić jej 30 000 zł na drobne zachcianki i zapasu “chlańska” dla niej i jej 15 osobowej ekipy. Oj Doduś, Doduś… Mózg ci sylikonem obrósł.

Miejsce 4. Oddział kardiochirurgii w szpitali MSWiA

O tym incydencie już pisałem przy okazji artykułu “Teraz bez popitki, panie doktorze”. Były szef szpitala MSWiA powiedział prasie, że za czasów urzędowania dr Religi, lekarze urządzali sobie na oddziale rozpustne libacje. No, w każdym razie libacje. Miejmy nadzieję, że rozpusty było tam jak na, nomen omen, lekarstwo.

Miejsce 3. Palikot i Kaczyński.

Janusz Palikot, w moim subiektywnym odczuciu, to jedna z większych zakał polskiej polityki. Jest kimś na kształt Dody polskiego parlamentu. Jego wybryki odwracają uwagę mediów od spraw naprawdę istotnych, a skupiają ją na pierdołach. Tanie chwyty Palikota próbujące zrobić wokół niego szum powoli już nużą wszystkich obserwatorów sceny politycznej. Kiedy balansował na granicy dobrego smaku wymachując gumowym penisem i pistoletem to jeszcze można się było przynajmniej pośmiać z jego głupoty. Kiedy prezentował się w koszulce “Jestem gejem / Jestem z SLD” też było śmiesznie. I analogicznie jak u Dody, chyba skończyła mu się wena. Tym razem stwierdził, że Lech Kaczyński ma poważne problemy z alkoholem, a wszystkie jego wyjazdy i wakacje to nic innego jak terapie odwykowe. Palikot powoli zaczyna przypominać pastucha z bajki z bajki o “fałszywych alarmach”. Mało kto traktuje jego słowa poważnie. Poza tym cała historia wydaje się być mało prawdopodobna bo… kto by Kaczyńskiemu sprzedał alkohol…

Miejsce 2. Taśmy Oleksego, czyli wódka jako serum prawdy.

O tym, że beton SLD kręci było wiadomo od zarania dziejów. Nikt jednak nie potrafił opowiadać o tym tak barwnie jak Józef Oleksy podczas libacji z jednym z najbogatszych Polaków. Oleksy obsmarował wszystkich po kolei i udowodnił coś bardzo ważnego. Jak zauważył Zalewski i Mazurek w którymś tam Wproście taśmy Oleksego pokazały, że nie byłoby polskich elit bez słowa “kurwa”. Swoją drogą Gudzowaty popełnił jeden błąd. Zamiast tak po prostu publikować swoje taśmy, powinien wydać je w formie książkowej i zatytułować np. “Wywiad-rzeka z Józefem Oleksym”. A czego rzeka? No cóż, woda to nie była.

Miejsce 1. Aleksander Kwaśniewski za całokształt twórczości

Panie i panowie! Chłopcy i dziewczęta! Przed państwem bezapelacyjny zwycięzca pierwszej kolejki tego zestawienia. Ostatni rok był w jego wykonaniu fenomenalny! Zdystansował przeciwników i zdaje się, że nic nie odbierze mu zaszczytnego, pierwszego miejsca. Wszystko zaczęło się jeszcze za jego prezydentury, kiedy to na Ukrainie zataczał się i próbował wsiąść do bagażnika. Ale wówczas nie był pijany, był na lekach i miał chorą goleń (Boże, widzisz i nie grzmisz!). Trochę szumu było, ale w końcu ludzie się znudzili, albo uwierzyli w to tłumaczenie. Kwaśniewski wrócił do gry w połowie roku pańskiego 2007, kiedy to (znów) na Ukrainie pojawił się na wykładzie w szampańskim nastroju. Różnie się tłumaczył, ale w końcu powiedział. “Może wypiłem jeden kieliszek, może dziesięć. To moja sprawa i moi przyjaciele”. Opinia publiczna trochę chichotała, trochę drwiła i ucichło. Nie minęło dni kilka, kiedy Olek zagrzmiał z mównicy: “Jarosławie Kaczyński, Lechu Kaczyński, Ludwiku Dornie i… Sabo! Nie idźcie tą drogą”. Potem pamiętna konferencja prasowa, na której Kwaśniewski ewidentnie nie był w formie. Wtedy to wydał hitowy album zatytułowany “Wirus z Filipin”, który szybko osiągnął status platynowej płyty. I te bezcenne miny prominentów SLD zarzekających się, że to co mówi twarz ich kampanii to najświętsza prawda.

Na razie tyle. Jeżeli nasuwają wam się na myśl inne incydenty związane z alkoholem i życiem publicznym, informujcie nas o nich mailowo bądź w komentarzach. Dla zwycięzcy/zwycięzców zestawienia przewidziane są nagrody, o których napiszemy wkrótce.

Dodaj komentarz